FANDOM


Rozdział 6 – Wszystko dobre, co się dobrze kończy

Kiedy Daphne przekazała dobre nowiny reszcie paczki, Kudłaty, Maggie i Fred złapali się za ręce i wykonali jakiś dziki taniec radości, śmiejąc się przy tym jak wariaci; Scooby natomiast wskoczył na ramiona Daphne, przewracając ją na podłogę, i zaczął lizać jej policzki, merdając ogonem z zawrotną wręcz prędkością.

– Scooby, zejdź ze mnie! – dziewczynka bezskutecznie usiłowała powstrzymać śmiech. – No, już, wystarczy, słyszysz? Pogniotę sobie ubranie!

Szczeniak nie usłuchał. Wkrótce jednak ktoś odciągnął go na bok, a po chwili drobna, pulchna, ciepła dłoń ujęła rękę Daphne.

– Pomogę ci wstać – zaoferował cichy, nieśmiały głos.

Spojrzawszy w górę, dziewczynka ujrzała Jeffa.

– Nie fatyguj się, dam sobie radę – powiedziała oschle, cofając swoją dłoń z jego uchwytu, po czym zwinnie skoczyła na nogi. Lekcje tańca jednak na coś się przydały.

– Dlaczego dalej tak źle mnie traktujesz? – spytał ze smutkiem chłopiec. Jego niebieskie oczy napełniły się łzami. – I właściwie dlaczego wszyscy patrzą na mnie jak na kryminalistę? Przecież oddałem te części, które ukradliśmy z Ryżym... rodzice Velmy mi wybaczyli... a zresztą ja nawet nie jej dotknąłem...

Była to prawda. Ryży – który, jak wykazało policyjne śledztwo, próbował otruć Velmę przy użyciu środków nasennych, podebranych wcześniej z apteczki swoich rodziców – został wyrzucony ze szkoły i na pół roku umieszczony w poprawczaku; w przypadku Jeffa, dzięki wstawiennictwu państwa Dinkleyów, skończyło się tylko na nadzorze kuratora. Nazajutrz po zapadnięciu wyroku pan Dinkley i dyrektor Abbott odbyli długą rozmowę, w wyniku której Jeff dostał możliwość powrotu do szkoły. Oczywiście, do tego czasu wszyscy jego przyjaciele (i nie tylko) wiedzieli już o jego udziale w sprawie "potwora" – i nie chcieli z nim nawet rozmawiać. Właściwie Daphne trochę go żałowała, ale cóż mogła poradzić?

– A ty, kurczę, co tu robisz? – spytał ostro Kudłaty, nagle zauważywszy niedoszłego bohatera. – Myślisz, kurczę, że wszystko będzie, kurczę, jak dawniej?

– Po tym, jak ty i Ryży współpracowaliście z kosmitami? Nie ma mowy! – dodał Fred.

– Fred, nie zaczynaj od nowa – ostrzegła Daphne. – A ty, Jeff, lepiej odejdź i nie wracaj.

– No wiesz? – Maggie spojrzała na nią z wyrzutem. – Myślałam, że jesteś mądrzejsza, Daphne... ale chyba się pomyliłam.

– O co ci, kurczę, chodzi? – nie zrozumiał Kudłaty.

– O to, żebyście wreszcie dali Jeffowi spokój. Traktujecie go o wiele za ostro.

– Za ostro?! Gdyby Velma umarła, on byłby za to współodpowiedzialny! – krzyknął Fred.

– Ale to się NIE stało! A w dodatku państwo Dinkley mu wybaczyli, więc nie rozumiem, czemu WY nie chcecie zrobić tego samego!

Na chwilę zapadła cisza. W końcu Daphne odezwała się nieśmiało:

– Wiecie, chłopaki... ona ma rację.

– No – mruknęli Fred i Kudłaty, czerwieniąc się po uszy.

– Więc mi wybaczycie? – spytał z nadzieją Jeff.

– Tak – powiedzieli Fred, Daphne, Kudłaty i Maggie, uśmiechając się do niego.

– Ja łeż – dodał Scooby, stając na tylnych łapach i liżąc chłopca po policzku.

x

Był poniedziałek, 16 listopada, około 8 rano. Promienie słońca, wpadające przez szparę między zasłonami, oświetlały małą dziewczynkę, leżącą bez ruchu wśród białej pościeli, i wyczerpaną kobietę – jej matkę – siedzącą przy łóżku i wyczekująco wpatrującą się w twarz dziecka. Wtem jakiś niewysoki, wąsaty mężczyzna podszedł do kobiety i dotknął jej ramienia.

– Idziemy do domu, kochanie – powiedział niezbyt głośno, ale za to stanowczo. – Twój dyżur skończył się dwanaście godzin temu.

– Nigdzie nie idę – kobieta potrząsnęła głową. – Velma przed chwilą się poruszyła.

– To nic nowego – zauważył pan Dinkley. – Jak zapewne pamiętasz, zaczęła unosić powieki już tydzień temu, ale na razie...

– Zobacz! – zawołała jego żona, chwytając go za koszulę i wskazując na Velmę, równie nieruchomą, jak wcześniej. – Poruszyła palcami!

– Nie chcę cię martwić, Aluś, ale chyba ci się przywidziało z przemęczenia...

– Zamilknij na chwilę – zniecierpliwiła się pani Dinkley. – Teraz już wiem, po kim Madelyn odziedziczyła gadulstwo... och, popatrz! – zawołała, gdy Velma poruszyła się po raz kolejny.

Mężczyzna i kobieta złapali się za ręce i wstrzymali oddech. Dziewczynka powoli otworzyła oczy, a następnie lekko je zmrużyła, wpatrując się w dwie zamazane twarze.

– Mama? Tata? – spytała, gdy objęły ją dwie pary ciepłych, silnych ramion.

– Tak, słoneczko – mama wzięła ją na kolana i pocałowała jej piegowaty policzek.

– Dlaczego tak mocno mnie przytulacie? – Velma była zdezorientowana. – Ja przecież spałam tylko jedną noc.

– Nieprawda, Elfiku – tata potrząsnął głową. – Łobuz, zwany Ryżym Śledziuchem, o mało nie otruł cię na śmierć. Lekarze uratowali ci życie, ale przez ponad miesiąc byłaś w śpiączce.

– W śpiączce? Co to znaczy?

– To znaczy, że spałaś tak mocno, jak Śpiąca Królewna – wyjaśniła pani Dinkley, kołysząc córeczkę w ramionach jak dzidziusia. – Tyle, że ciebie obudził dobry pan doktor.

– Przez cały ten czas Maddie ciągle o ciebie pytała, a my nie wiedzieliśmy, co jej mówić – dodał pan Dinkley zdławionym i nieco drżącym głosem.

Velma wyciągnęła rękę i dotknęła jego wąsatej twarzy.

– Dlaczego płaczesz, tato? – zdziwiła się.

– To ze szczęścia, skarbie; cieszę się, że się obudziłaś. Nawet nie wiesz, jak bardzo mama i ja baliśmy się, że stracimy cię na zawsze...

– To dlatego mama wcześniej nie mogła spać? – domyśliła się dziewczynka, wskazując na ciemne podkówki pod oczyma kobiety, która w międzyczasie usnęła.

– Można tak powiedzieć – uśmiechnął się mężczyzna, sadzając córeczkę na łóżku. – Niedługo wrócę. Muszę tylko zabrać mamę do domu i położyć ją do łóżka – dodał, chwytając swoją żonę wpół; następnie postawił ją na nogi i, zarzuciwszy sobie jej ramię na szyję, wyprowadził (czy raczej wywlókł) ją na korytarz.

x

Przysłowie mówi, że złe wieści szybko się rozchodzą. Ośmielę się jednak zaryzykować twierdzenie, że dobre są od nich szybsze. Tego popołudnia Madelyn wywołała sensację wśród swoich koleżanek, podskakując, piszcząc i krzycząc z radości, gdy ojciec powiedział jej, że Velma się obudziła. Nim minął kwadrans, dobrą wiadomość znali już wszyscy w szkole (łącznie z woźnym i higienistką), a Kudłaty, Fred i Maggie ponownie wykonali swój taniec radości – i tym razem dołączyli do nich Daphne i Scooby.

Około dwóch godzin później szeroko uśmiechnięty pan Dinkley lekko uchylił drzwi pokoiku, w którym leżała Velma.

– Zobacz, kto przyszedł cię odwiedzić, Elfiku – powiedział od progu.

– VELMA! – krzyknęli Fred, Daphne, Kudłaty, Maggie, Madelyn i Scooby. Po chwili pies i mała Maddie wskoczyli na kołdrę, a pozostali stanęli po obu stronach łóżka.

– Rety! – zawołała uszczęśliwiona Velma, obejmując siostrzyczkę i szczeniaka. – Tak się cieszę, że was widzę, kochani!

– Kurczę, my też się cieszymy – zapewnił ją Kudłaty, wraz z Fredem, Daphne i Maggie dołączając się do wspólnego uścisku.

– To dla ciebie – Madelyn wręczyła siostrze odrobinę pogiętą kartkę, na której narysowane były dwie uśmiechnięte dziewczynki, otoczone sercami i kwiatuszkami. Nad głowami dziewczynek znajdowały się niezgrabne, dziecięce kulfony, układające się w dwa imiona: VELMA i MADDIE.

– Sama to napisałaś? – Velma była szczerze zdziwiona.

– Aha – odrzekła z dumą Madelyn. – Tata mnie nauczył, bo spędzał ze mną więcej czasu, bo mama prawie wcale nie przychodziła do domu, bo siedziała przy tobie i... i wiesz co? Tęskniłam za tobą.

– Wiem – powiedziała jej siostra.

– Masz ślicznego misia – zauważyła Maggie, biorąc do rąk pluszaka, leżącego na szafce obok łóżka.

– Od Jeffa – wyjaśniła Velma.

– Słucham? – zdumiał się Fred.

– Godzinę temu był tu z rodzicami, przeprosił mnie i dał mi tego misia.

– I... i wybaczyłaś mu? – spytała z wahaniem Daphne.

– Oczywiście. On nie miał nic wspólnego z tym, co zrobił Ryży, więc czemu miałabym mieć żal akurat do niego?

Daphne i chłopcy bez słowa spuścili wzrok.

– Większość jego kumpli się od niego odwróciła, stąd to pytanie – powiedziała szybko Maggie.

x

Velma wróciła do domu 25 listopada. Nazajutrz, w Święto Dziękczynienia, państwo Dinkleyowie wydali spore (jak na ich domowy budżet) przyjęcie, na które zaprosili rodzinę, przyjaciół i najbliższych sąsiadów. Velma, niewątpliwa gwiazda owego dnia, niemal cały ten czas spędziła na próbach ucieczki z kolan mamy, obsypującej (albo raczej zamęczającej) ją pieszczotami i całusami. Udało jej się zwiać dopiero wtedy, gdy stryjek Cosmo zaczął opowiadać o znaleziskach, które przywiózł do muzeum ze swojej ostatniej podróży – i była prawie pewna, że stryjek mrugnął do niej porozumiewawczo.

Następnej wiosny czterej ojcowie wspólnymi siłami wybudowali domek na drzewie, rosnącym przy domu Rogersów, i wyposażyli go w przeróżne zabawki. Mieli bowiem nadzieję, że dzięki temu ich dzieci już nigdy nie będą się bawić w detektywów. Trzeba przyznać dzieciakom, że dość zręcznie ukrywały swoje hobby przez prawie trzy lata; w końcu jednak ich rodzice odkryli prawdę...

Ale to jest już nowa historia i opowiemy ją następnym razem.


← Rozdział 5

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki