FANDOM


Rozdział 3 – Kudłaty i Scooby

Minęły cztery lata, odkąd Daphne zaprzyjaźniła się z Velmą i Fredem. Tego roku wszyscy troje poszli do pierwszej klasy liceum. W nowej szkole nie spotkali już Ryżego Śledziucha. Całe szczęście, bo kilka miesięcy temu Fred uparł się, żeby przyłapać go na jakimś niecnym uczynku i, po całej serii niepowodzeń, dostał na tym punkcie obsesji. Dziewczyny po cichu liczyły na to, że nowe otoczenie wyleczy go z tej manii, choć nie mówiły tego przy nim, żeby go nie rozjuszać. I rzeczywiście – Fred szybko zapomniał o swoim dawnym wrogu dzięki treningom baseballu, na które zapisał się drugiego dnia szkoły.

Pewnego dnia, na początku października, do Velmy podszedł wysoki, szczupły, nieogolony chłopak o jasnobrązowych, potarganych włosach.

– Czy, kurczę... eee... czy to ty jesteś Velma Dinkley? – spytał, nerwowo mnąc skrawek swojej zielonej koszuli.

– Tak, to ja – odrzekła dziewczyna. – O co chodzi?

– Ja, kurczę, nazywam się Norville Rogers – przedstawił się chłopak – a-ale, kurczę, mów mi Kudłaty – dodał szybko. – Kurczę, jesteśmy w jednej klasie i, kurczę, wiem, że jesteś najlepsza, i, kurczę, chciałem...

– Czego od niej chcesz? – Daphne stanęła obok Velmy i położyła rękę na jej ramieniu.

– Właśnie. Czemu ją zaczepiasz? – Fred powtórzył gest Daphne.

– Kochani, przestańcie – Velma uwolniła się z uchwytu przyjaciół. – Jesteście nadopiekuńczy. O co chciałeś zapytać, Norville... to znaczy, Kudłaty?

– Dałabyś mi, kurczę, korki z biologii?

– Z biologii? – powtórzył nieufnie Fred.

– Tak – odrzekł Kudłaty. – Ostatnio, kurczę, nie przeszedłem przez to, kurczę, do następnej klasy i, kurczę, moi rodzice nie chcą, żeby to się, kurczę, powtórzyło. To, kurczę, pomożesz mi, Velmo?

– Jasne – uśmiechnęła się ona. – Przyjdź dziś po lekcjach do biblioteki.

– W porządku. Jesteśmy, kurczę, umówieni. Na razie – po tych słowach Kudłaty odszedł w kierunku stołówki.

– On mi się wcale nie podoba – mruknął Fred. – Jest... jakiś dziwny.

– I kto to mówi? – prychnęła Velma. – My troje wcale nie jesteśmy lepsi. Zresztą, Kudłaty wydaje się fajny.

– Ale na wszelki wypadek lepiej miejmy go na oku – szepnął Fred do Daphne.

– Dobrze – odszepnęła ona. – Będę go dzisiaj obserwować w bibliotece.

Fred jednak uznał, że ostrożności nigdy za wiele, i po lekcjach ukrył się między szafkami, stojącymi niedaleko wejścia do biblioteki. Ujrzawszy idącego w jego stronę wysokiego, chudego chłopaka, wyszedł ze swojej kryjówki.

– Posłuchaj, Rogers – syknął, łapiąc zieloną koszulę tamtego – powiem to wprost: nie ufam ci.

– A czy to powinno mnie, kurczę, obchodzić? – spytał Kudłaty, uwalniając się z uchwytu Freda i cofając się o krok.

– Tak byłoby najlepiej – Fred wzruszył ramionami. – Widzisz, Velma jest mi bardzo bliska. Jeśli ją skrzywdzisz...

– Kurczę, nie obawiaj się, Jones – przerwał mu Kudłaty, patrząc mu prosto w oczy. – Nawet palcem nie tknę twojej dziewczyny.

– Velma nie jest moją dziewczyną – wycedził Fred.

– Więc, kurczę, czemu się wtrącasz?

– Opiekuję się nią, bo jest naiwna jak pięcioletnie dziecko. I pamiętaj, że jeśli coś jej się stanie, znajdę cię i stłukę na kwaśne jabłko.

– Dobra, dobra – powiedział niecierpliwie Kudłaty, odepchnął Freda na bok i wszedł do biblioteki.

– Nie żartowałem – wycedził Fred, chociaż Kudłaty już go nie słyszał. Następnie odwrócił się i poszedł do domu.

Nazajutrz Daphne powiedziała mu, że w bibliotece Kudłaty uważnie słuchał tego, co tłumaczyła mu Velma, patrzył głównie w książki (czasem też na własne ręce) i w ogóle był bardzo miły, tylko strasznie nerwowy. Ostatnie słowa obudziły czujność Freda. Nie pomogły tłumaczenia Daphne, że Kudłaty pewnie po prostu jest nieśmiały. Od tej pory Fred uważnie obserwował Kudłatego, podejrzewając go o złe zamiary wobec Velmy.

x

Było chłodne, listopadowe popołudnie, około godziny 17. Powoli robiło się już ciemno i, szczerze mówiąc, Kudłaty zaczynał dostawać cykora. Nawet fakt, że tuż obok szedł jego pupil, duży, silny dog niemiecki, zwany Scoobym, nie był dla niego zbyt wielką pociechą. Scooby był równie bojaźliwy, jak jego pan, a może nawet bardziej.

W pewnej chwili rozległ się pełen przerażenia krzyk:

– Puść mnie! Ratunku!

– Kurczę, chyba ktoś jest w tarapatach, przyjacielu – powiedział Kudłaty swemu psu, trzęsąc się ze strachu. – Jak myślisz, co powinniśmy zrobić?

– Na pomoc! Błagam! – wołanie stawało się coraz bardziej rozpaczliwe.

– Kurczę! Scooby, to... to jest dziewczęcy głos! – Kudłaty zerwał się do biegu. – Szybko, musimy uratować damę!

Wkrótce ujrzeli osiłka, wciągającego jakąś dziewczynę w ciemną alejkę. Kudłaty nie tracił czasu na zastanawianie się. Walnął mężczyznę w nos, zarzucił sobie dziewczynę na ramię i zaczął uciekać, ile sił w nogach.

– Postaw mnie! – krzyknęła ona. – Co ty wyprawiasz?

– Jeśli się, kurczę, nie mylę, to ratuję ci życie, Velmo! – odrzekł Kudłaty, który rozpoznał ją po głosie, nie przestając przy tym biec przed siebie.

– Kudłaty?

– Zgadza się! Czy on nas, kurczę, goni?

– Łak! – rozległ się jakiś głos.

– Kto to powiedział? – spytała Velma.

– Mój pies, Scooby! – wyjaśnił Kudłaty. – Kurczę, nie pytaj mnie, jak on to robi, bo, kurczę, sam nie wiem!

– Łudłaty, łepy łaułek! – zawołał nagle Scooby. (Tłumaczenie: Kudłaty, ślepy zaułek!)

– Niech to! – syknął Kudłaty, oglądając się do tyłu. Bandzior, który napadł Velmę, właśnie stanął u wylotu uliczki, odcinając im jedyną drogę ucieczki.

– I co teraz będzie? – spytała ze strachem Velma, ciągle przewieszona przez ramię Kudłatego.

Chłopak postawił ją na ziemi i wyjął smycz z kieszeni spodni.

– Trzymaj – powiedział, jeden koniec wręczając dziewczynie, a drugi przypinając do obroży Scooby’ego. Następnie przykucnął obok psa. – Posłuchaj, Scooby. Ja zatrzymam tego drania, a ty zabierz Velmę do nas do domu.

– Odpada – Velma zmarszczyła brwi. – Nie zamierzam cię tu zostawić na pastwę losu.

– Ja łeż nie – odezwał się Scooby.

Zbir był już niebezpiecznie blisko chłopaka, dziewczyny i psa.

– Dość gadania – powiedział Kudłaty. – Velmo, biegnij za Scoobym i nie martw się o mnie. Ja sobie poradzę, ale jeśli tobie stanie się krzywda, Fred mnie zabije.

Scooby i Velma rzucili się do ucieczki. Bandyta próbował złapać dziewczynę, ale chybił, bo Kudłaty skoczył na niego i uderzył go w szczękę. Mężczyzna złapał go za kołnierz i podniósł jak kociaka, po czym wyciągnął z kieszeni nóż. Kudłaty jednym celnym kopniakiem wybił nóż z dłoni mężczyzny, a następnie podciągnął się na jego ramieniu i ugryzł go w palec. Opryszek zawył z bólu i upuścił chłopaka, który natychmiast zaczął uciekać. Jednak obejrzawszy się po chwili za siebie, Kudłaty spostrzegł, że zbir nie odpuszcza. Nie sądził, żeby Scooby i Velma zdołali uciec daleko w ciągu kilku sekund, więc postanowił, że najpierw trochę pobiega po sąsiednich uliczkach, żeby dać im czas na dotarcie w bezpieczne miejsce. Poza tym, miał też cichą nadzieję, że uda mu się zgubić bandytę.

Tymczasem Scooby i Velma biegli, ile sił w nogach. Wtem Velma ujrzała przed sobą dwoje nastolatków, chłopaka i dziewczynę.

– Scooby, uważaj! – krzyknęła, ale nie zdołała już uniknąć kolizji.

– Velma! – zawołał zdumiony chłopak, powstrzymując ją przed upadkiem.

– Co ty tu robisz? I czyj to pies? – spytała dziewczyna.

Dopiero wtedy Velma zorientowała się, na kogo wpadła.

– Fred! Daphne! Pomóżcie! Wracałam z cmentarza... i napadł mnie jakiś bandyta... a Kudłaty mnie uratował... – wydyszała. – Kazał mi uciekać... i nie wiem, czy nie stało mu się coś złego...

– Zabierz ją do mojego domu, Daph – polecił Fred. – Gdzie ostatnio widziałaś Kudłatego, Velmo?

– Tam – Velma wskazała za siebie. – Scooby cię zaprowadzi – dodała, wręczając chłopakowi smycz.

x

Fred i Scooby już od kilku minut krążyli po wąskich, słabo oświetlonych uliczkach, szukając Kudłatego. Niestety, jak dotąd, nie mieli szczęścia.

– Łudłaty! – zawołał w pewnej chwili Scooby. Fred uznał ten fakt za co najmniej dziwny, ale nie skomentował go ani słowem.

– Kudłaty, gdzie jesteś? – krzyknął.

– Tutaj! – wrzasnął Kudłaty, pędząc ku niemu z przeciwka. – Kurczę, goni mnie facet z nożem! Uciekajcie!

Scooby’emu i Fredowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać.

– Szybko, chłopaki, tędy! – Fred pociągnął Kudłatego za kołnierz, a Scooby’ego za obrożę. – Schowamy się w moim domu!

Dwaj chłopcy i pies wbiegli do środka i czym prędzej zastawili drzwi komodą. Tymczasem z kuchni wyjrzały Daphne, Velma i mama Freda.

– Kudłaty! – ucieszyła się Velma, obejmując wyższego z chłopców. – Jak dobrze, że jesteś cały!

– Fred, złotko, co się dzieje? – spytała pani Jones. – Ty i twój kolega wyglądacie, jakbyście zobaczyli ducha.

– To coś gorszego niż duch, proszę pani – powiedział Kudłaty. – Ściga nas bandyta z nożem.

Jakby na potwierdzenie jego słów, po chwili rozległo się łomotanie do drzwi i głośne przekleństwa. Mama Freda czym prędzej zadzwoniła po policję. Wkrótce przed domem zjawiły się dwa radiowozy. Policjanci szybko obezwładnili i skuli bandytę, po czym niezwłocznie zabrali go do aresztu. Następnie ten, który pozostał, lekko zapukał do drzwi. Fred i Kudłaty odsunęli komodę, a pani Jones otworzyła.

– Dzień dobry, jestem sierżant Samuel Rogers – przedstawił się policjant. – Chciałbym prosić wszystkich o złożenie zeznań w celu...

– Tata! – wrzasnął uradowany Kudłaty, obejmując mężczyznę nieco powyżej pasa.

– Norville? – zdumiał się sierżant Rogers. – Skąd ten nagły wybuch ciepłych uczuć synowskich? I co ty tu w ogóle robisz?

– Najprościej mówiąc, uratował mi życie – odezwała się nieśmiało Velma.

Pół godziny później, gdy zeznania były już zebrane, pan Rogers zaproponował, że odwiezie Daphne i Velmę do domu. Kiedy Daphne wysiadła, Kudłatemu udało się wreszcie zdobyć na odwagę, żeby zapytać Velmę:

– A właściwie to, kurczę, co robiłaś sama w tamtym paskudnym miejscu?

– Wracałam z cmentarza – padła odpowiedź. – Ciocia Jane nie mogła ze mną pójść, bo złapała grypę, a dzisiaj są urodziny mojego taty...

– Więc twój tata umarł?

– Właściwie to razem z mamą zginął w wypadku dziesięć lat temu.

– Pamiętam to – odezwał się pan Rogers, siedzący za kierownicą. – Wszystkie gazety pisały wtedy o fatalnym stanie drogi, którą jechali, i o braku barierki przy krawędzi urwiska. Później rada miejska zleciła naprawę i zabezpieczenie drogi, ale, oczywiście, to nie przywróciło życia twoim rodzicom.

Zapadła cisza. Po chwili Kudłaty zwrócił się do Velmy:

– Kurczę, w domu Freda zauważyłem, że masz, kurczę, ładny pomarańczowy sweterek. Ale, kurczę, czy nie jest na ciebie trochę za duży?

– Może odrobinę – przyznała Velma – ale bardzo go lubię. Kiedyś należał do mojej mamy.

– Jesteśmy na miejscu – oznajmił pan Rogers. – Chodź, Velmo, odprowadzę cię.

– Tylko niech pan nie puka ani nie dzwoni. Nie ma sensu budzić cioci Jane, jeśli śpi. Mam swoje klucze – powiedziała dziewczyna, otwierając drzwi. – I... i proszę powiedzieć Kudłatemu, że jest bohaterem. Dobranoc.

x

Dwa dni później, w poniedziałek, Kudłaty zaczepił Freda po wyjściu ze szkoły.

– Nie podziękowałem ci jeszcze za to, że, kurczę, uratowałeś mi życie – powiedział, uśmiechając się nieśmiało.

– A ja tobie, że obroniłeś Velmę przed tym opryszkiem – Fred odwzajemnił uśmiech i poklepał Kudłatego po łopatce. – Wybacz, że na początku byłem wobec ciebie niemiły i podejrzliwy. Bałem się, że chcesz ją skrzywdzić. Naprawdę cieszę się, że nie miałem racji. Od tej pory wszyscy pięcioro będziemy trzymać sztamę, chcesz?

– Kurczę, jasne, że chcę.

– Ja łeż! – oznajmił Scooby, który jak zwykle przyszedł po swojego najlepszego przyjaciela i teraz truchtał u jego boku.

– Więc witajcie w drużynie, chłopcy – Fred położył jedną rękę na ramieniu Kudłatego, a drugą na głowie Scooby’ego. – Kudłaty...?

– No?

– A właściwie czemu tak często mówisz „kurczę”?

– Przydaje się, kiedy zaczyna mi brakować słów albo kiedy jestem zdenerwowany. Ale, kurczę, zapomniałem cię, kurczę, uprzedzić, że ja tak jakby, kurczę, nie jestem chyba do końca normalny.

– To znaczy...?

– No, wiesz... Nie lubię się, kurczę, bić, zamiast baseballu trenuję, kurczę, gimnastykę, sprint i biegi maratońskie, jem różne dziwne rzeczy, mam gadającego psa, no i, kurczę, rozumiem, co on do mnie, kurczę, mówi. Mam, kurczę, nadzieję, że to nie będzie wam za bardzo, kurczę, przeszkadzać...

– Nie martw się – zachichotał Fred. – Nas też różni ludzie uważają za dziwaków. Będziesz do nas pasował.


← Rozdział 2Rozdział 4 →

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki