FANDOM


Rozdział 5 – Tajemnica miłości

Gorzka czekolada. Tylko takie określenie wydawało się Kudłatemu właściwe do opisania barwy oczu Velmy, które wszyscy inni (łącznie z samą Velmą) nazywali ciemnobrązowymi. Sam nie wiedział, dlaczego kolor oczu Velmy nagle stał się dla niego jedną z najważniejszych spraw na świecie, dopóki nie przypomniał sobie słów Freda sprzed trzech lat:

„Wiesz, stary, chyba się zakochałem. Ciągle myślę o Daphne i jej cudnych, niebieskich oczach. Nie, one nie są PO PROSTU niebieskie... One są tak niebieskie, jak niezapominajki”.

Wobec tego, per analogiam, wychodziło na to, że Kudłaty zakochał się w Velmie. Tylko czy on, obecnie dwudziestojednoletni młody mężczyzna, miał prawo w swojej sytuacji stosować słowa, które jego kumpel wypowiedział, mając lat siedemnaście? Z drugiej strony, Fred wtedy wcale się nie pomylił – co więcej, od miesiąca on i Daphne byli szczęśliwie zaręczeni – więc może istniała jakaś szansa, że Kudłaty nie mylił się w swoim przypadku?

Nagle przypomniała mu się wierszowana zagadka duchów rodziców Velmy, którą usiłował rozwiązać już prawie od roku. Miał uważnie słuchać swojego serca, bo ono ponoć znało odpowiedź, której szukał. Czyli jak zwykle – łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Ale zaraz, zaraz – przecież od pewnego czasu na widok Velmy serce zaczynało mu bić jak szalone... Czy to miało związek? Tego nie wiedział. Był pewny jedynie tego, że Velma miała w sobie jakiś tajemniczy urok, choć nie była zaliczana do tak zwanych klasycznych piękności. Mówiąc wprost, gdy przyjaciele rozwiązywali sprawę zagadkowych wypadków modelek z pewnego domu mody (Kudłaty już dawno zapomniał nazwy), tylko Daphne dostała zezwolenie na bycie modelką-przynętą, gdyż Velma, zdaniem pracującego w owej firmie projektanta, była za niska, nie dość szczupła, zbyt piegowata i w ogóle za bardzo przypominała dziecko. Zastanowiwszy się nad tym, Kudłaty doszedł do wniosku, że tamten facet nie miał do końca racji. Być może Velma nie mogłaby zostać modelką (zresztą nie ona jedna), ale pociągała go o wiele bardziej, niż dowolna dziewczyna z talią osy. I to właśnie z nią chciał spędzić resztę swojego życia. Resztę jej życia. Resztę ICH życia...

– Ziemia do Kudłatego! – Fred pomachał ręką przed oczami przyjaciela.

– Co jest grane? – ocknął się Kudłaty.

– Velma długo nie wraca – odparła wyraźnie zaniepokojona Daphne. – Mogła wpaść w łapy tego ducha.

– Daphne, przecież to tylko koleś w kostiumie – zauważył Kudłaty.

– I to mówi ten, który zawsze najgłośniej wrzeszczy i najszybciej ucieka – Fred usiłował zdusić chichot.

– Słowo „duch” jest krótsze niż określenie „stuknięty facet lub babka w kostiumie ducha” – prychnęła urażona Daphne.

– Fłeddy – Scooby pociągnął Freda za rękaw – co z Vełmą?

– Masz rację, Scooby, odbiegliśmy od tematu. Rozdzielmy się. Daphne i ja sprawdzimy tę starą rezydencję, a wy, chłopcy, przeszukajcie park. Tylko uważajcie, żeby nie wpaść do rzeki. O ile wiem, jest raczej głęboka.

x

– Scooby – zagadnął Kudłaty, zaglądając w krzaki gdzie, jak się okazało, nie było nic – kurczę, powiedz szczerze: co właściwie myślisz o Velmie?

– Łest fajna – odparł pies. – Ławi się łe mną, dłapie mnie za łuchem i ławsze ma dła mnie Scooby-chłupki. (Tłum.: Jest fajna. Bawi się ze mną, drapie mnie za uchem i zawsze ma dla mnie Scooby-chrupki.)

– Znaczy, że ją, kurczę, lubisz? – upewniał się chłopak.

– Łak. Bałdzo. Łaczego łytasz?

– Bo tak się, kurczę, zastanawiałem... Chciałbyś, żeby, kurczę, została twoją panią?

– Łak to? Ty łuż mnie nie chcesz? – mina Scooby'ego wskazywała, że Kudłaty niechcący zranił jego uczucia.

– Kurczę, oczywiście, że cię chcę, Scooby Doo – odparł, głaszcząc łeb swojego pupila. – Miałem, kurczę, na myśli, że, kurczę, rozgryzłem w końcu zagadkę duchów państwa Dinkleyów. Kocham Velmę i, kurczę, jeśli ona czuje to samo, chciałbym, kurczę, poprosić ją o rękę. Co ty na to?

– Złób tak! Złób tak! – Scooby wspiął się na tylne łapy i polizał policzek Kudłatego, merdając przy tym ogonem najszybciej, jak mógł.

– Już dobrze, Scooby, zejdź ze mnie – roześmiał się Kudłaty. – Najpierw musimy znaleźć Velmę, pamiętasz?

x

Tymczasem Fred i Daphne, trzymając się za ręce, wspinali się ciemnymi, skrzypiącymi schodami w starym domu, uważając, żeby nie nastąpić na jakąś spróchniałą deskę, ponieważ upadek mógłby ich drogo kosztować. Gdy dotarli na drugie piętro, usłyszeli plask, jakby ktoś kogoś uderzył, i tupot dwóch biegnących stóp. Chwilę później wpadła na nich zdyszana Velma.

– Uciekajcie! – wykrztusiła. – On wie... że ja wiem... kim on jest! Jeśli nas dogoni... zabije nas wszystkich!

Wszyscy troje natychmiast rzucili się do ucieczki. Kiedy jednak byli na pierwszym piętrze, opryszek ich dopędził.

– Rozdzielmy się i w nogi! – krzyknął Fred, po czym skręcił w lewo.

Daphne pobiegła prosto, natomiast Velma skręciła w prawo. Niestety, okazało się, że trafiła na niewielki balkon, wznoszący się nad rzeką, o której wcześniej mówił Fred. Co gorsza, gdy się odwróciła, stanęła twarzą w twarz ze zbirem w przebraniu ducha.

– N-nie zbliżaj się... – wyszeptała, cofając się o kilka kroków.

– Za dużo wiesz, mała – syknął on, doskakując do niej, zatykając jej usta i podnosząc ją jedną ręką. – Powinienem był cię od razu zlikwidować. No, cóż, teraz naprawię ten błąd...

– Puść ją natychmiast! – rozkazała Daphne, razem z Fredem wbiegając na balkon.

„Duch” roześmiał się złowrogo.

– Na pewno tego chcecie? – spytał, przesuwając się tak, by odsłonić Velmę, wiszącą nad rzeką, płynącą poniżej urwiska, na którym stał budynek.

– Teraz, Daph! – krzyknął Fred.

Oboje rzucili się na „upiora”, chcąc powstrzymać go przed upuszczeniem Velmy, lecz w pewnym momencie on zdołał wyrwać się im na chwilę dość długą, by zrzucić swoją ofiarę z wysokości kilkunastu metrów.

– Velmo! – wrzasnęła przeraźliwie Daphne.

Sekundę później rozległ się plusk. Velma wpadła do wody. I spanikowała. Nie zrozumcie mnie źle – może nie mogłaby wystartować w zawodach pływackich, ale pewnie całkiem nieźle by sobie poradziła, gdyby nie pechowy zbieg okoliczności. Została wrzucona do rzeki i to w miejscu, gdzie woda była najgłębsza, a nurt najbardziej rwący. Skutek był taki, że spadła na plecy i bardzo szybko poszła na dno, a ponieważ nie zdążyła wstrzymać oddechu, do jej płuc napłynęła woda. Była pewna, że nie zdoła już wypłynąć, lecz nagle ktoś wyciągnął ją na powierzchnię...

x

Usłyszawszy plusk, Kudłaty podbiegł do krawędzi urwiska i spojrzał w dół. Zobaczywszy zapadającą się w głębinę lewą dłoń Velmy, nie zawahał się ani chwili.

– Uratuję cię, Vel! – zawołał, po czym wskoczył do wody, zanurkował, mocno złapał dziewczynę w pasie i wypłynął z nią na powierzchnię. – Już dobrze, jesteś bezpieczna – zapewniał, usiłując przekrzyczeć jej kaszel i szum wody.

– Wir! – krzyknęła Velma, krztusząc się przy tym wodą.

– Co? – spytał Kudłaty.

– Wir! – powtórzyła Velma, wskazując ręką w stronę wodnego leja, ku któremu znosił ich prąd. – Zginiemy!

– Niekoniecznie – odrzekł Kudłaty. – Mamy jedną szansę. Musimy pozwolić temu wirowi wciągnąć nas na dno.

– Zwariowałeś?

– Nie. Odbijemy się od dna i popłyniemy do brzegu... – Kudłaty spojrzał Velmie w oczy. – Ufasz mi? – upewnił się.

– Tak.

– Więc weź głęboki wdech, bo zaraz się zanurzymy.

x

Gdy rzekomy upiór wrzucił Velmę do rzeki, Fred zawył rozpaczliwie, skoczył na niego i znokautował go. Następnie przechylił się nieco przez balustradę i spojrzał w dół. Ujrzawszy, że Kudłaty skacze do wody, nurkuje i błyskawicznie wyciąga Velmę na powierzchnię, odetchnął z ulgą. Jego radość trwała jednak krótko. Wkrótce zauważył, że silny nurt znosi jego przyjaciół w kierunku wiru, który bardzo szybko wessał ich oboje. Po chwili rozległ się żałosny skowyt Scooby'ego, który został na brzegu.

– Nie... – szepnął przerażony Fred. – Nie, tylko nie to...

– Freddy – odezwała się Daphne – wezwałam tatę Kudłatego. On i jego ludzie powinni dotrzeć tu za jakieś pięć minut. Kazał zabrać tego drania do Wehikułu Tajem... Freddy?

– ZABIJĘ GO! – wybuchnął Fred, chcąc rzucić się na ogłuszonego opryszka.

– Przestań! – Daphne złapała go za ręce. – Co ty wyprawiasz? Zostaw go!

– Nie! Nie rozumiesz! Velma i Kudłaty właśnie zostali wciągnięci przez wir i pewnie teraz konają w męczarniach na dnie rzeki!

Błękitne oczy Daphne wypełniły się łzami.

– Biegnij szybko na dół i spróbujcie ze Scoobym jakoś ich stamtąd wydostać – powiedziała cicho. – Ja zrobię to, co kazał pan Rogers.

– Dasz sobie radę?

Daphne skinęła głową.

– Powodzenia, Freddy – szepnęła.

x

– Łobacz, Fłed, znałazłem okułały Vełmy – Scooby podał chłopakowi czarne, plastikowe oprawki z potłuczonymi szkiełkami. (Tłum.: Zobacz, Fred, znalazłem okulary Velmy.)

Fred usiadł na pobliskim kamieniu i przytulił okulary do piersi, usiłując nie rozpłakać się jak dziecko. On i Scooby już od kwadransa chodzili wzdłuż brzegu rzeki, próbując odnaleźć swoich przyjaciół. Niestety, jak dotąd, okulary Velmy były jedynym śladem, na jaki natrafili. W międzyczasie Daphne przekazała schwytanego opryszka w ręce policji i właśnie kończyła wyjaśnianie całej sprawy, ale Freda niewiele to obchodziło.

– Spójrzmy prawdzie w oczy, Scooby – powiedział łamiącym się głosem. – Velma i Kudłaty prawdopodobnie już nie żyją. I to jest moja wina.

– Łak to? – zaskomlał pies, trącając nosem jego rękę.

– Miałem być odpowiedzialny za Velmę – teraz Fred połykał łzy. – Miałem pilnować, żeby nic jej się nie stało. Ciocia Jane mi zaufała. A ja zawiodłem. Ten psychopata wrzucił Velmę do rzeki, a Kudłaty skoczył za nią i... i wygląda na to, że oboje utonęli. Ciocia Jane i państwo Rogersowie nigdy mi nie wybaczą...

– Freddy – Daphne podeszła do swojego narzeczonego i położyła dłoń na jego ramieniu – skarbie, ja... ja słyszałam, co mówiłeś. Nie możesz się obwiniać za to, co się stało. Przecież próbowaliśmy powstrzymać tego łotra... a Kudłaty zachował się jak bohater...

– Mów, co chcesz, moja droga, ale to będzie mnie prześladować już do końca życia – Fred potrząsnął głową. – Wiesz, przypomniało mi się moje pierwsze spotkanie z Velmą. To był taki zwyczajny, wrześniowy dzień...

RETROSPEKCJA

„Ładnie rysujesz” – zauważył siedmioletni Fred, przyglądając się dość nieporadnie narysowanej podobiźnie uśmiechniętej, ciemnowłosej kobiety w okularach. – „Kto to jest?”

Mała, chuda, ciemnowłosa dziewczynka w okularach, autorka obrazka, aż podskoczyła z przerażenia. Po chwili podniosła znad kartki dwoje dużych, ciemnobrązowych oczu i spojrzała prosto w ciemnoniebieskie oczy chłopca.

„Moja ciocia Jane” – powiedziała cicho.

„Jak masz na imię?” – zainteresował się Fred.

„Velma” – odrzekła dziewczynka. – „A ty?”

„Fred. Mogę usiąść obok ciebie?”

Velma bez słowa pokiwała głową. Fred położył na stoliku swoje pudełko z drugim śniadaniem, odpakował jedną z kanapek i już miał zacząć jeść, gdy usłyszał ciche burczenie. Co prawda, w szkole nie uchodził za bystrzaka, ale od razu zorientował się, że odgłos ten pochodził z pustego brzuszka dziewczynki. Zresztą, ona nie odrywała wzroku od bułki, którą trzymał w dłoni.

„Jesteś głodna?” – zapytał Fred.

Velma ponownie pokiwała głową.

„Nie masz swojego jedzenia?”

Tym razem odpowiedzią małej był rumieniec i potrząśnięcie głową na „nie”.

„Więc weź moją bułkę” – Fred podsunął jej pudełko, w którym leżała druga z jego kanapek.

„Dziękuję” – powiedziała cicho Velma. Dwie minuty później po bułce z szynką, jajkiem, sałatą i pomidorem nie było już śladu.

„Dlaczego mama i tata nie dali ci drugiego śniadania?” – spytał Fred, przełknąwszy ostatni kęs swojej kanapki.

„Moja mama i mój tata poszli do nieba. A ciocia Jane ma teraz mało pieniążków, bo kupiła mi książki i zeszyty, i plecak, i kredki, i...”

„Mam jeszcze jabłko i cukierki” – przypomniał sobie Fred. – „Weź je.”

„Nie będziesz głodny?”

„Nie. W której klasie jesteś?”

„W pierwszej. A ty?”

„W drugiej. Jak chcesz, to pokażę ci kiedyś całą szkołę.”

„Jesteś prawie taki miły, jak ciocia Jane, wiesz?” – Velma uśmiechnęła się. Fred bez słowa oddał jej uśmiech. Wtedy jeszcze żadne z nich nie wiedziało, że to spotkanie miało zaowocować przyjaźnią na całe życie...

KONIEC RETROSPEKCJI

– Pamiętam jeszcze, jak pierwszy raz nazwała mnie Freddym... – szepnął Fred, czując, że zaraz się rozpłacze. – Obiecałem jej wtedy, że zawsze będę się nią opiekował jak starszy brat i anioł stróż... a kiedy najbardziej potrzebowała mojej pomocy, nawaliłem...

Do Freda, Daphne i Scooby'ego podszedł inspektor Samuel Rogers, którego ludzie właśnie wsadzili zdemaskowanego przestępcę do radiowozu i odjechali.

– I co? – spytał.

Fred ponownie potrząsnął głową.

– Ani śladu – odrzekł cicho. – Obawiam się, że już po nich.

Inspektor Rogers przygryzł dolną wargę i lekko się skrzywił, usiłując pohamować łzy. Naraz dał się słyszeć głos:

– Idź powoli, tu jest dość nierówno...

Wszyscy czworo obrócili głowy i ujrzeli Kudłatego, trzymającego Velmę w pasie i prowadzącego ją slalomem pomiędzy ostrymi kamieniami, o które mogłaby się zranić. Oboje ociekali wodą i wyglądali na tak zmęczonych, jakby właśnie przepłynęli sto długości basenu olimpijskiego.

– Łudłaty! Vełma! – zawołał Scooby, podbiegając do chłopaka i dziewczyny i łasząc się do ich nóg.

– Kochani! Żyjecie! – Fred i Daphne mocno objęli swoich przyjaciół.

– T-to za-zas-sługa K-Ku-Kudłatego – oznajmiła Velma, tuląc się do swego wybawcy i trzęsąc się z zimna. – G-gdyby n-nie zacho-chował ź-zi-zimnej krwi, p-pew-pewnie o-ob-b-boje b-by-byśmy się po-potopili.

– Dobrze się spisałeś, Norville – pan Rogers przytulił swego syna i lekko potarmosił jego mokre włosy. – Jestem z ciebie dumny.

– K-kurczę... dź-dzięki, tato – odrzekł chłopak, szczękając zębami.

– Wie pan, panie inspektorze, kocham pogaduszki – powiedziała Daphne – ale musimy jak najprędzej zabrać Kudłatego i Velmę w ciepłe i suche miejsce, bo inaczej się poprzeziębiają.

x

Mimo, że Fred jechał najszybciej, jak mógł, a Daphne, Scooby i pan Rogers dokładnie owinęli Kudłatego i Velmę kocami, to jednak dwoje ostatnich rozchorowało się po przymusowej kąpieli w rzece. Fred, który nadal czuł się winny tego stanu rzeczy, codziennie odwiedzał ich oboje i usługiwał im najlepiej, jak umiał. Skutek był taki, że w ciągu tygodnia niechcący stłukł Kudłatemu dwa talerze, a Velmie przypadkiem zalał pół kuchni, gdy próbował naprawić cieknący kran. Pewnego dnia Velma nie wytrzymała.

– Freddy, siadaj tu – powiedziała, wskazując na krzesło, stojące przy łóżku. – Musimy pogadać.

– O czym? – spytał Fred, spełniając polecenie.

– Od kilku dni zachowujesz się dziwnie.

– Co ty powiesz? – Fred zaśmiał się z udawaną beztroską.

– Freddy, wiem, że się o mnie troszczysz i wierz mi, naprawdę doceniam to, że przychodzisz tu codziennie, żeby się mną opiekować, ale zaczynasz świrować – Velma usiadła, spojrzała mu prosto w oczy i wzięła go za rękę. – Co cię gnębi?

– W-wiesz co, chy-chyba znów masz gorączkę – wyjąkał Fred, próbując wymknąć się w stronę kuchni.

– Fred – powiedziała ostrzegawczo Velma – wracaj tu natychmiast i odpowiedz na moje pytanie.

– T-tak, masz g-gorączkę... Je-jesteś rozpalona i w-w ogóle... – dukał Fred, unikając jej wzroku. – Z-zrobię ci he-herbatę z miodem albo coś takiego...

– Fryderyku Jonesie! – Velma podniosła głos, po czym lekko się skrzywiła i złapała się za gardło. – Zadałam ci pytanie i żądam odpowiedzi. Co cię gryzie?

Fred wbił wzrok w czubki swoich butów.

– To wszystko moja wina – wymamrotał.

– O czym ty, na Einsteina, bredzisz?

– Miałem być twoim starszym bratem... takim jakby aniołem stróżem... – szepnął Fred. – Miałem pilnować, żeby nie stało ci się nic złego... Obiecałem to najpierw tobie, a potem jeszcze twojej cioci, pamiętasz...? I co? I zawiodłem! Zawaliłem na wszystkich frontach! Gdybyście ty i Kudłaty naprawdę utonęli, nigdy bym sobie nie wybaczył! – wybuchnął nagle i rozpłakał się.

– Och, Freddy... – Velma wstała i przytuliła go. – Nie mogłeś temu zapobiec. To był zwykły wypadek.

– To znaczy – Fred podniósł wzrok – to znaczy, że mi wybaczyłaś?

Velma zachichotała.

– Ty wielki głuptasie, ja się wcale na ciebie nie gniewałam – powiedziała i zmierzwiła przyjacielowi włosy. – A teraz posłuchaj. Zawsze będziesz moim kochanym starszym bratem i najlepszym przyjacielem na świecie, ale nie możesz już bez przerwy starać się mnie chronić. Nie dlatego, że się nie nadajesz – dodała, zanim Fred zdążył cokolwiek powiedzieć – bo jesteś świetnym opiekunem. Teraz, kiedy już dorośliśmy, powinieneś bardziej opiekować się swoją narzeczoną, niż przybraną siostrą.

– Ale...ale kto zaopiekuje się tobą? – spytał cicho Fred.

– Naprawdę tego nie wiesz? – roześmiała się Velma. – Przecież mój nowy anioł stróż uratował mi życie już dwa razy.

Tym razem to Fred zmierzwił grzywkę Velmy.

– Tylko nie każ mu robić tego po raz trzeci – ostrzegł ją żartobliwie. – A teraz marsz do łóżka, bo naprawdę dostaniesz gorączki.

x

Minął kolejny tydzień i Kudłaty zjawił się w domu Velmy z bukietem czerwonych róż.

– Dla ciebie – powiedział cicho, wręczając jej kwiaty.

– Dziękuję. Są śliczne – dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało i odsunęła się od drzwi. – Proszę, wejdź.

– Jak ty to robisz, że zawsze masz taki porządek w domu? – Kudłaty ze zdumieniem rozejrzał się po niemal sterylnie czystym przedpokoju.

– Zwykle po prostu sprzątam na bieżąco – zachichotała Velma – ale tym razem nie poradziłabym sobie z dwutygodniowym chaosem bez pomocy Freda i Daphne. Wiesz – dodała, poważniejąc nagle – od kilku dni zastanawiam się, dlaczego wtedy skoczyłeś mi na ratunek. Przecież boisz się wysokości.

– Kurczę, na ogół tak – przyznał Kudłaty – ale, kurczę, wtedy o wiele bardziej bałem się, że cię, kurczę, stracę.

– A co to ma znaczyć? – Velma lekko uniosła brwi.

– Kurczę, rozwiązałem zagadkę twoich rodziców. Kurczę, posłuchałem serca i, kurczę, zrozumiałem, że cię, kurczę, kocham – odrzekł Kudłaty, czerwieniąc się po uszy.

Velma wspięła się na palce i pocałowała go.

– Już myślałam, że nigdy mi tego nie powiesz – wyszeptała z uśmiechem. – Ja też cię kocham.

Kudłaty sięgnął do kieszeni spodni i wyjął złoty pierścionek z rubinem, otoczonym małymi brylantami.

– W-wyjdziesz za mnie? – spytał cicho.

Velma skinęła głową i oboje padli sobie w ramiona, śmiejąc się i płacząc równocześnie.


← Rozdział 4Rozdział 6 →

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki